W moim domu już czuć atmosferę zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Zawdzięczam to głównie generalnym porządkom, z którymi zmagam się ostatnio codziennie. Jednakże to nie jedyna zmiana, jaka ostatnio zaszła. Odwiedziły mnie króliczki, które stanowią doskonałe wsparcie w tych pracowitych dniach.

            Zwariowała – pomyślicie – dorosła kobieta, a wierzy w króliczki wielkanocne. Jednakże, jaki wiek taki króliczek. Moje stadko, co prawda nie pomaga mi w porządkach, ale doskonale sprawdza się w chwilach, gdy nadchodzi czas odpoczynku.

Wibratory z króliczymi uszami

            Długo szukałam takich doznań, które w pełni mnie usatysfakcjonują. Poszukiwałam tego czegoś, co zaprze dech w piersi. Tym sposobem stałam się posiadaczką, imponującej wielkości, kolekcji gadżetów erotycznych. Jednym dopieszczam punkt G, innym wejście do pochwy, następny z kolei stymuluje łechtaczkę. Aby osiągnąć to, co mi się zamarzyło, musiałabym stać się boginią Kali i mieć tyle rąk, co ona.

            Pewnego dnia odkryłam wibratory typu „króliczek” i dzięki nim wystarczy mi jedynie jedna ręka (no dobrze dwie, bo przecież jakoś muszę trzymać kieliszek wina).

            A oto cztery modele, o których warto wspomnieć:

Vibe Therapy - Grandiose różowy

                Ten wibrator ma trzy tryby wibracji, trzy programy pulsacji i jeden poziom eskalacji. Do tego posiada jeszcze funkcję rotacji… To jest prawdziwa bestia zamknięta w cudownym w dotyku silikonowym opakowaniu. Mimo, że jego wibracje są bardzo silne, samo urządzenie pracuje bardzo cicho. Dzięki temu mogę sama się pobawić, gdy mój mąż już śpi obok mnie. Jedyne, co go budzi to moje jęki rozkoszy.

            Może Wam wydawać się duży, ale bez obawy. To tylko pierwsze wrażenie, więc śmiało możecie go zakupić nawet, gdy to Wasza pierwsza zabawka.

B Swish - Bwild Deluxe Bunny

            Kolejny produkt jest z niższej półki cenowej, ale nie znaczy to, że jakościowo jest gorszy. Również jest miły w dotyku i ma kilka trybów wibracji i kilka rodzajów pracy. Jest nieco głośniejszy, ale nie w sposób, który byłby rażący. To był jeden z moich pierwszych „króliczków” i mam z nim wiele miłych wspomnień. Dziś z sentymentem wyciągamy go z mężem, aby przypomnieć sobie, jak to było, gdy w naszej sypialni zaczęły pojawiać się takie „zwierzaki”.

B Swish - Bwild Classic Bunny

                To jest wibrator, który z pewnością przykuje uwagę początkujących użytkowniczek. Jest niedrogi, nie za duży i delikatnie wibrujący. Dla mnie, starej wyjadaczki, jego wibracje są zbyt słabe, jednakże dla kobiet, które jeszcze nie znają swoich preferencji, jego trzy tryby wibracji i dwa pulsacji będą wystarczające, aby określić dalszy kierunek poszukiwań.

            U mnie w domu jego czas przeminął, ale to świadczy jedynie o tym, że każda z nas jest inna i lubi coś innego. Trzeba poświęcić trochę czasu na znalezienie „tego jedynego”.

Satisfyer - Pro G-Spot Rabbit

            A oto mój faworyt. Zachłysnęłam się nim do głębi i myślę, że na długo zagości w moim domu. Jest pięknie wykonany, elastyczny i delikatny. Ma 10 trybów wibracji (!) i 11 trybów ssania. Tak! Ten „króliczek” potrafi ssać nasze łechtaczki. Alleluja! Chwała temu, kto wymyślił takie cudo. Mogłabym rozpisywać się tutaj o tym, że jest wodoodporny, że ma ładowarkę, ale kogo to obchodzi?! On jest doskonały, idealny i to jest najważniejsza informacja. Jedyną jego wadą jest cena. Nie należy, co prawda do tych najdroższych, ale tani też nie jest. Myślę jednak, że można przymknąć na to oko.

Wracając do porządków…

                Rozmarzyłam się szalenie… Czas jednak na powrót do rzeczywistości. Okna, firany, dywany… Jednak muszę szybko się uwinąć, bo już na mnie czeka mój mąż dzierżący, teraz już naszego, przyjaciela w dłoni.

            A Ty z kim się zaprzyjaźnisz?