Kobietki moje drogie. Czy lubicie jajeczka? Nie mówię tutaj o klejnotach rodowych Waszych mężczyzn, oj co to to nie. Nic przeciwko nim nie mam. Jednakże powiedzmy sobie szczerze, cóż one nam dają? Hm… Już widzę, jak z tylnych rzędów ktoś krzyczy: ciąże, ciąże dają! Może i tak, ale z całą pewnością NIE WIBRUJĄ.

A ja dziś mam dla Was takie, które to robią. Wibrują i to z finezją, fantazją i nutą szaleństwa.


Pierwszy kandydat na stanowisko lidera wśród jajeczek wibrujących

Jakiś czas temu, gdy byłam jeszcze piękna i młoda, a moja ciekawość świata erotyki nieśmiało się rozwijała, przygarnęłam jajeczko wibrujące Marc Dorcel - Secret Vibe. Jest ono niewielkie i dyskretne. Pomyśleliśmy więc z partnerem, że zrobimy eksperyment. Wystroiłam się w suknie, seksowną bieliznę, a moją biżuterią było jedynie owe maleństwo. Musicie wiedzieć, że posiada ono pilota, który miał mój mężczyzna.

Jaka to była cudowna kolacja. Dwa orgazmy – na oczach znajomych (do dziś uważają, że zadławiłam się kurczakiem, bo nie umiem jeść ).

Tyle o mnie, a teraz słów kilka o produkcie. Jest niedrogi, przyjemny dla oka i ma aż 10 trybów wibracji. Całość uzupełnia wspomniany pilot. Mnie dziś z nim łączy już wspomnienie, ale to zrozumiecie czytając o kolejnych kandydatach.


Drugi kandydat w naszym plebiscycie

Poznaliśmy się na wieczorze panieńskim. Rozwinęłam krwistoczerwony papier i ujrzałam niewielkiego różowego flaminga… Jajeczko Magic Motion - Flamingo jest pięknie wykonane, przyjemne w dotyku i … Kobiety to urządzenie jest nie z tej ziemi.

Koleżanki namówiły mnie na przymierzenie prezentu i poszłyśmy szaleć na dyskotekę. Co to była za noc. Czy wiecie, że ta ptaszyna jest sterowana aplikacją i reaguje na dźwięki muzyki? To teraz usiądźcie wygodnie, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie szalone rytmy muzyki disco, wijące się biodra i wibracje, które idealnie pieszczą Wasz punkt G.

Nie potrzebowałam drinka, żeby odlecieć.


Trzeci chętny na tytuł mistera

Chciałabym Wam przedstawić Lovense – Lush, a w zasadzie jego nowszą wersję Lovense – Lush 2. Te dwa gadżety różnią się stopniem intensywności doznań. Oba działają dzięki aplikacji dostępnej na telefon. Nie mniej jednak młodsza wersja Lush ma kilka opcji ekstra! Mianowicie działa w rytm muzyki, ma możliwość ustawienia wibracji na konkretną godzinę. Producent pomyślał również o przeniesieniu przycisku, który jest teraz łatwo dostępny i znajduje się na „ogonku”.

Gdy mój mąż wyjeżdżał w delegację zostawił mi prezent w postaci Lush 2. Pomimo, że znajdował się aż w Norwegii, mogliśmy „razem” zabawiać się wieczorami. Świetna opcja seksu na odległość. Dzięki temu, że daje możliwość ustalania własnego rytmu wibracji, mogłam znaleźć coś unikatowego jedynie dla mnie.        


Czwarty i ostatni kandydat w dzisiejszych wyborach

Przedstawiam Wam jajko wibrujące We-Vibe - Jive niebieski. Kupiliśmy go z mężem, bo chcieliśmy mieć coś nowego do wspólnych zabaw. Pomyśleliśmy, że będzie to powiew świeżości.

Cena tego produktu jest dość wysoka, więc trochę się bałam rozczarowania. Zastanawiałam się czy jego jakość idzie w parze z ceną.

Jajeczko wibruje, stymuluje i jest w tym naprawdę doskonałe. Miałam dzięki niemu nie jeden orgazm. 10 trybów wibracji daje dużo możliwości, a połączenie go z telefonem pozwala na sterowanie zdalne.

Jednakże, jak zapewne wyczułyście w moich słowach, nie jestem nim zachwycona. Niby nic mu nie brakuje, ale nie czuję motyli, gdy o nim myślę. Nie ma między nami chemii i już.


Ogłoszenie wyników!!!

Proszę o werble!

Drogie Panie za chwilę nastąpi ogłoszenie wyników naszego konkursu.

Jednoosobowe jury (czyli ja) ogłasza, że tytuł „Wibrującego jajeczka Wszechczasów” zdobywa:

Lovense – Lush 2

Mam szalenie dużo sentymentu w stosunku do tego cudeńka. Jakościowo i funkcjonalnie wszyscy kandydaci spisali się na medal, ale to maleństwo skradło moje serce od pierwszego wejrzenia.

Testujcie, smakujcie i piszcie. Jestem ciekawa, kto wygrał u Was.